Przejdź do głównej zawartości

ZMIENIĆ SOJUSZE I WYJŚĆ NA SWOJE

W ciągu ostatniego miesiąca Donald Trump wygłosił tak niewyobrażalną liczbę bredni, że spokojnie mógłby obdzielić nimi całe stulecie. A oczekiwanie całowania go w tyłek przez saudyjskiego następcę tronu to poziom rynsztoku. Ameryka idzie na dno - niestety Polska wraz z nią.

Wojna przeciwko Iranowi nie będzie powtórką Wietnamu czy Afganistanu. To nie będzie prosta militarna przegrana, ale mimo wszystko z zachowaniem pozycji dolara jako światowej waluty. Tym razem rozpoczął się nieodwracalny proces, z którego amerykańska waluta wyjdzie pokonana. A wraz z tą klęską rozpocznie się wewnętrzny rozpad USA i gigantyczne przebiegunowanie świata.


W ciągu miesiąca do sojuszników USA dotarł jeden bolesny przekaz: amerykańskie bazy wojskowe nie gwarantują bezpieczeństwa nawet samym sobie. To musi być bardzo nieprzyjemna lekcja pokory dla arabskich monarchii, które do tej pory zgadzały się na rozliczenia ropy w dolarze oraz tolerowały istnienie Izraela, bo w zamian miały otrzymać od USA militarną ochronę ich biznesu, opartego zresztą wyłącznie na ropie naftowej. Swoją drogą, gdyby nie ropa, cały Bliski Wschód nie znaczyłby nic w świecie. Teraz okazało się, że amerykańskie bazy to wydmuszka, a sojusznik jest tylko jeden - Izrael. Choć istnieje wątpliwość, czy relacja Izrael - USA to faktycznie sojusz.


Obecnie całe zaangażowanie militarne USA służy wyłącznie Izraelowi, a - jak się przekonał Mohammed ibn Salman - droga do zyskania atencji (bo nawet nie pomocy) USA wiedzie przez kontakt z tą najmniej szlachetną częścią ciała prezydenta Trumpa. Taka postawa musi dawać do myślenia. Skoro w ten sposób prezydent USA wypowiada się o sojuszniku na terenie de facto objętym wojną, to co musi myśleć o mniej ważnych sojusznikach? A właściwie wasalach, bo Ameryka, wzorem starożytnego Rzymu, nie wchodzi w sojusze, nawet jeśli tak to nazywa, tylko wasalizuje państwa. Dopóki dolar i US Army mają się dobrze, USA dominują. Ale teraz nadchodzi kres tej dominacji. I zostanie tylko całowanie tyłka.


Ameryka przegra wojnę z Iranem. Rodzi to pytanie, w jakim stopniu doprowadzi to do zagłady znacznej części cywilizowanego świata. Dla Polski ratunkiem jest wyjście z izraelsko-amerykańskich kleszczy i przejście do obozu zwycięzców, póki jeszcze nas tam… nie tyle chcą, co tolerują. Mówiąc o zwycięskim obozie, mam na myśli Chiny, Rosję (i Białoruś) oraz Iran. I świat dostrzega tę zmianę biegunów. Tajemnicą Poliszynela jest to, że jedyną metodą na przepłynięcie obecnie Cieśniny Ormuz jest albo poparcie polityczne dla Iranu (jak to robią Rosja, Chiny i Hiszpania), albo opłacenie myta, ale nie w dolarze, tylko w juanie. Stąd już tylko krok do rozliczeń za ropę w chińskiej walucie. Jeśli to nastąpi, na Bliski Wschód powróci pokój (z wyjątkiem Izraela, na który Iran, Jemen i Liban, wydały wyrok). A wraz z pokojem wróci business as usual - dla wszystkich z wyjątkiem USA oraz ich wasali.


Propozycja leży na stole. Pomimo wielokrotnych prowokacji ze strony polskich władz, oliwionych zapewne działalnością ukraińskich służb specjalnych, ani Rosja, ani Białoruś, nie odgryzły się nawet ułamkiem wrogiego zdania. Jak na mocarstwo, które rzekomo chce nas zniszczyć, Rosja zachowuje wyjątkową wstrzemięźliwość, a prezydent Putin zgrabnie omija polski wątek. Od początku obecnej wojny na Bliskim Wschodzie ambasador Iranu kilkakrotnie apelował do polskich władz o wzięcie udziału w negocjacjach pokojowych, doceniając nasze "bliskie relacje z USA". Na Wielkanoc ten "islamski terror" złożył Polakom życzenia, choć rzekomo jesteśmy wrogą religią. Iran wyciąga rękę, a Rosja, wbrew narracji mediów głównego nurtu, nie wygraża pięścią.


Tylko kompletny dyletant może traktować takie zachowanie Rosji i Iranu jako słabość. To wyraz politycznej przezorności i dalekosiężnego myślenia. Polska jest kluczowym państwem w Europie, ponieważ łączy Wschód i Zachód, jesteśmy pracowici i zaradni, a nasz kraj wciąż zalicza się do najbezpieczniejszych w świecie. Mamy gigantyczny potencjał, który jest tłumiony przez zamordystyczne prawo, tkwienie w złych sojuszach oraz nierozumienie interesów państwa. Ale im później przejdziemy do obozu zwycięzców, tym warunki będą gorsze.



Problem jednak w tym, że Polska nie jest niezależnym państwem, ale wysuniętym najdalej na wschód regionem administracyjnym amerykańskiego imperium. Od ponad 30 lat zarządzają nami ludzie nie tylko służalczy czy bezwolni, ale na tyle nawet pozbawieni minimum inteligencji, że nie zdają sobie sprawy, że myśli w ich głowach nie pochodzą od nich samych. Całe struktury "niewidocznego" państwa stworzone w PRL przez KGB przejęła CIA. Zamieniliśmy Związek Sowiecki na USA, ale stosunek wasalny pozostał.


Nasi tzw. "politycy" zostali nie tyle nauczeni, co wytresowani w służalczo-uległym stosunku do obcych mocarstw. Różnica polega tylko na tym, czy biją pokłon Imperium USA, czy IV Rzeszy Niemieckiej (tzw. Unia Europejska). Najlepiej oddaje to przegląd osobopostaci obecnego rządu, który bardziej przypomina cyrk niż forum administrowania państwem. Wręcz bez przeszkód można odnieść do obecnych realiów powiedzenie z czasów wczesnego PRL: "nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera", tyle że oficera trzeba zamienić na "ministra". Zresztą, obecne władze niewiele się różnią od katastrofy, jaką był PRL, a wcześniej sanacja.


Jesteśmy wciąż państwem niewykorzystanych szans. Unia Europejska, która miała być obszarem wspólnego wolnego handlu, stała się promotorem chorych ideologii, z LGBT na czele, oraz głównym hamulcem naszego rozwoju. NATO, które miało dawać iluzję bezpieczeństwa, rozpada się na naszych oczach, a wkrótce w Europie zastąpi je nowy Wehrmacht. Wojna NATO/USA kontra Rosja na terenie Ukrainy wydrenowała polskiego podatnika około 200 miliardów złotych, które nigdy do nas nie wrócą. Tkwimy w geopolitycznym bagnie, tyle że pomalowanym w kolory tęczy.


Jedynym ratunkiem jest zmiana sojuszy. Tania energia i duże rynki zbytu oraz brak chorych ideologii to bardzo dużo na początek. Zwłaszcza to pierwsze oznacza konkretne korzyści finansowe. Ale to jest niewykonalne przy obecnej klice politycznej. Jedyne pytanie, jakie zatem pozostaje, to czy skończymy upadkiem jak w XVIII wieku lub w 1939r., czy rewolucją.


#wojna #usa #iran

Komentarze

  1. Anonimowy7/4/26 06:15

    Rosja i obóz zwyciezców hahaha

    5 km zdobyte w msc to nazywasz zwyciestwem? niech sie pałuja ruskie szmaciska

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SCENARIUSZ ALTERNATYWNY "WENEZUELA"

Wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone przystąpiły do cudzej wojny i te wojnę przegrywają. Ostatnie wystąpienia Prezydenta Trumpa brzmią jak tłumaczenia młodocianego łobuza, który obwinia kolegów, że dał się namówić na udział w awanturze. Chyba że to tylko zasłona dymna, a plan jest zupełnie inny. Wszystkie wojny toczą się o kontrolę szlaków handlowych i o podaż pieniądza. W dzisiejszych czasach kluczowym surowcem jest ropa, za którą na światowym rynku płaci się dolarem. Ci, którzy podejmowali próby zerwania z rozliczaniem się za ropę w dolarze, już powiększyli grono aniołków, przy czym niedługo przed śmiercią wszyscy okazali się terrorystami. Ropa jest o tyle kluczowym instrumentem oddziaływania politycznego i gospodarczego, że nie wszystkie kraje mają do niej dostęp, a cała światowa produkcja wykorzystuje ropę, w tym znana sieć fast foodów. To truizm, ale warto o nim pamiętać, kiedy się wodzi palcem po mapie śladami wojen USA. Trójkąt "ropa - dolar - US Army" jest ni...

250 LAT... I WYSTARCZY

Każde imperium musi upaść. To nie jest karma ani mistycyzm, tylko mechanika świata. Wojna przeciwko Iranowi jest punktem zwrotnym, po przekroczeniu którego imperium amerykańskie rozpoczęło ostatnią fazę upadku. Przystępując do wojny, USA wydało na siebie wyrok. To akurat pół biedy, bo - jak mawiają Anglicy - wszystko dobre, co się kończy. Największą obawę budzi to, że agonia USA może przybrać postać zjawiska znanego w kryminologii jako tzw. samobójstwo rozszerzone. To samobójstwo poprzedzone zabiciem innych osób, nierzadko po to, aby w tej zaburzonej perspektywie ocalić innych przed "gorszym złem". Mam jednak nadzieję, że ostatnia wojna USA nie doprowadzi do atomowej zagłady ludzkości. Poniżej przedstawiam kluczowe kwestie, które składają się na to, że nieodwracalny upadek USA dzieje się na naszych oczach. 1. To nie nasza wojna I tym razem nie mam na myśli wojny USA/NATO przeciwko Rosji na terenie Ukrainy. Zwrot "nie nasza" odnosi się do Stanów Zjednoczonych, bowiem...

CO WYNIKA Z PLANÓW POKOJOWYCH DLA UKRAINY

Niemal rok temu pisałem, że po zakończeniu wojny w 2025r. można spodziewać się, że Ukraina utrzyma pozycję marionetkowego państwa, ale uzyska status neutralny, tj. bez zgłaszania akcesu do NATO i UE. Najnowszy plan pokojowy wskazuje, że tak właśnie się stanie. I w zasadzie na tym można by zakończyć cały artykuł, ale zaskoczenie wielu tzw. "komentatorów" nie pozwala zamknąć tematu. Kto bowiem z uwagą śledzi relacje Rosja - NATO/USA, ten wie, że to nie Ukraina była podmiotem zmagań. Ukraina to tylko obszar geograficzny, owszem, bardzo ważny z uwagi na żyzne gleby, złoża, dostęp do szlaków handlowych na Bliski Wschód, ale jako organizm polityczny to tylko przeżarty korupcją marionetkowy bantustan, który padł ofiarą polityki mocarstw. To już nawet Polska w 1939r. miała o niebo większe pole manewru. Przede wszystkim dlatego że Polska to państwo z 1000-letnią tradycją, a nie sztuczny twór pseudo-państwowy, którego jedynym sensem istnienia jest zarzewie konfliktu Zachodu z Rosją i g...