Amerykańskie bomby, które niosą wolność, pokój i demokrację, tym razem zawitały do Wenezueli. Jak wiadomo, panuje tam reżim, który może obalić wyłącznie zamach stanu w wykonaniu Wujcia Sama. I na pewno nie chodzi o złoża naturalne. Choć faktycznie, tym razem nie tylko to się liczy.
Niemniej, należy przypomnieć, na jakich bogactwach naturalnych leży Wenezuela. Przede wszystkim jest to największa na świecie udokumentowana rezerwa ropy naftowej (ok. 300 mld baryłek), w dodatku dość łatwo dostępna. Do tego dochodzą zasoby ok. 200 bilionów stóp sześciennych gazu ziemnego oraz obfite złoża złota, diamentów, boksytu oraz uranu.
Można zatem powiedzieć, że tradycyjnie Stany Zjednoczone wybrały się na zakupy na koszt dostawcy. I na pewno jest w tym element prawdy, choć to nie jest główna motywacja.
W tym miejscu chciałbym powrócić do kwestii, którą poruszałem już wcześniej, to znaczy rządów w Argentynie. Objęcie władzy przez Javiera Milei, przypomina trochę to, co wydarzyło się w Polsce w czasach upadku Związku Sowieckiego, czyli w 1989 roku. Wtedy również nastąpiła jak najbardziej godna pochwały instalacja wolnego rynku, ale z jednoczesnym silnym powiązaniem idei wolnego rynku, czyli szerzej wolnorynkowego kapitalizmu, z dominacją USA, z amerykańską kulturą oraz z protektoratem amerykańskim.
W Polsce odbyło się to w sposób może niezbyt dobrze znany szerszej publiczności, niemniej dobrze udokumentowany. Punktem kluczowym był 1985 rok, czyli spotkanie Jaruzelskiego z Rockefellerem w USA, w celu przygotowania gruntu pod przejęcie całego systemu bloku państw tzw. demokracji ludowej od upadającego Związku Sowieckiego, który nie był już w stanie kontrolować stworzonego przez siebie systemu geopolitycznego.
W przypadku Europy Środkowo-Wschodniej, a przede wszystkim Polski, Stany Zjednoczone miały o tyle ułatwione zadanie, że wystarczyło przejąć stworzone przez KGB struktury służb specjalnych i podporządkować je CIA. Głównym problemem była bariera językowa, ale dlatego właśnie przygotowano wcześniej tzw. bohaterów przemiany, czyli agentów esbecji: Wałęsę, Mazowieckiego, Geremka i całą resztę, a władzy PZPR zapewniono bezkarność oraz możliwość zbudowania imperiów finansowych i medialnych na bazie majątku narodowego.
Początkowo, przez pierwszych kilka lat, pozwolono Polakom się bogacić, ale już po niecałej dekadzie zaczęto wycofywać się z wolnego rynku. Od czasów rządów Solidarności i Unii Wolności, zaczął się powolny demontaż wolnego rynku oraz wprowadzanie ograniczeń, a także swoiste formatowanie obywateli pod działające obecnie autorytarne państwo. Paradoksalnie, ostatnim prorynkowym rządem był rząd byłego działacza PZPR, Leszka Millera.
W tym czasie udało się doprowadzić do utożsamienia wolności, bogactwa i komfortu życia z dominacją USA oraz do utożsamienia biedy, przestępczości i bandytyzmu ze Związkiem Sowieckim, a potem z Rosją. Była to zaplanowana operacja przekształcenia świadomości narodowej, która przynosi skutek do dzisiaj.
W efekcie doszło do tego, że wielu mainstreamowych publicystów i dziennikarzy traktuje interes USA jako nadrzędny wobec polskiego, wręcz na zasadzie akceptacji roli Polski jako wschodniej rubieży imperium amerykańskiego. Wystarczy spojrzeć na reakcję mainstreamowych mediów na rozpoczęcie wojny USA przeciwko Wenezueli - nikomu nawet przez myśl nie przeszło, aby nazwać Stany Zjednoczone państwem terroru, a Prezydenta Trumpa porównać do Hitlera, tak jak to robiono w przypadku Prezydenta Putina.
Celowo nie piszę w tym miejscu o politykach, bo większości są to albo usłużni administratorzy naszego kraju, albo po prostu idioci.
Wracając do Ameryki Południowej, należy zauważyć jedną kluczową rzecz. Największym państwem jest Brazylia - jeden z członków-założycieli BRICS, organizmu gospodarczego, a w przyszłości także politycznego, wymierzonego przeciwko dominacji USA. BRICS oparty jest na sojuszu dość egzotycznych państw, które łączy interes polegający na dążeniu do odrzucenia dominacji dolara oraz demontażu pax americana.
Uderzenie w Wenezuelę oraz zapowiadane operacje wobec innych państw Ameryki Południowej i Środkowej, w tym także Meksyku, nie mają na celu wyłącznie wzbogacenia się USA kosztem tych państw, choć to oczywiście również, ale przede wszystkim mają zniweczyć potencjalną jedność państw Ameryki Południowej oraz uderzyć w gospodarcze podwaliny systemu BRICS. Między innymi temu miała służyć wojna na terenie Ukrainy, która wskutek ewidentnej klęski USA nie spełniła tego zadania. Bowiem z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych osłabienie systemu BRICS przywraca dotychczasowy porządek nadzorowany przez USA.
To dlatego za olbrzymi sukces polityki oraz służb specjalnych USA należy uznać objęcie władzy przez Javiera Milei w Argentynie. Jest to podobna operacja do tej, którą wykonano w 1989 roku w Polsce, czyli doprowadzenie do zbliżenia politycznego z USA z jednoczesnym wprowadzeniem najbardziej efektywnego systemu gospodarczego, jakim jest wolny rynek. Docelowo ma to sprawić, aby Argentyńczycy, podobnie jak Polacy, utożsamili nie tylko dobrobyt, ale także interes narodowy z interesem USA.
Po klęsce na Ukrainie Amerykanie wiedzą już, że nie są w stanie prowadzić pełnoskalowej wojny z głównym przeciwnikiem, czyli Chinami. Zatem przez kolejne lata będą robić wszystko, żeby zdestabilizować cały system gospodarczy stworzony przez Chiny i jego sojuszników. Konfrontacja z Iranem okazała się nieudana. Co więcej, możliwości sił zbrojnych Iranu okazały się na tyle znaczące, że zagroziły bezpieczeństwu Izraela. Po tym swoistym remisie na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone nie miały innego wyjścia, jak otworzyć kolejny front w celu kąsania Chin.
Pytanie, co w tej sytuacji zrobią Chiny? Otóż Chiny nie zrobią nic. Chiny będą cierpliwie czekać. To jest chiński sposób myślenia, zupełnie inny od tego zachodniego: oddziaływania rozłożone w czasie, obserwacja, zastanowienie, a przede wszystkim unikanie otwartej konfrontacji. Koniec końców chińska sztuka wojny polega na tym, żeby pokonać przeciwnika bez wchodzenia z nim w bezpośrednie starcie.
Mnie ciekawi mnie tylko jedno: czy wojna w Wenezueli to będzie także nasza wojna? :)

Komentarze
Prześlij komentarz