Przejdź do głównej zawartości

SCENARIUSZ ALTERNATYWNY "WENEZUELA"

Wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone przystąpiły do cudzej wojny i te wojnę przegrywają. Ostatnie wystąpienia Prezydenta Trumpa brzmią jak tłumaczenia młodocianego łobuza, który obwinia kolegów, że dał się namówić na udział w awanturze. Chyba że to tylko zasłona dymna, a plan jest zupełnie inny.

Wszystkie wojny toczą się o kontrolę szlaków handlowych i o podaż pieniądza. W dzisiejszych czasach kluczowym surowcem jest ropa, za którą na światowym rynku płaci się dolarem. Ci, którzy podejmowali próby zerwania z rozliczaniem się za ropę w dolarze, już powiększyli grono aniołków, przy czym niedługo przed śmiercią wszyscy okazali się terrorystami.

Ropa jest o tyle kluczowym instrumentem oddziaływania politycznego i gospodarczego, że nie wszystkie kraje mają do niej dostęp, a cała światowa produkcja wykorzystuje ropę, w tym znana sieć fast foodów. To truizm, ale warto o nim pamiętać, kiedy się wodzi palcem po mapie śladami wojen USA. Trójkąt "ropa - dolar - US Army" jest nierozerwalny. Wyeliminowanie jednego z tych punktów zniszczy pozostałe, więc wszystkie działania USA na arenie międzynarodowej podporządkowane są utrzymaniu tego trójkąta.

Ropa jest między innymi w Wenezueli. Ale powiedzieć, że jest tam ropa, to nic nie powiedzieć. Tam są olbrzymie złoża łatwo dostępnej ropy naftowej. Stany Zjednoczone są obecnie niezagrożone w Ameryce Południowej, zwłaszcza że kontynentu pilnuje Javier Milei, amerykański prezydent Argentyny. Zatem przejęcie kontroli nad Wenezuelą nie było tego aktem ekspozycji siły w tym regionie, tylko położeniem łapy na złożach ropy.

Niemniej, najbardziej znanym roponośnym obszarem jest Bliski Wschód, a przede wszystkim rejon Zatoki Perskiej. Cała potęga gospodarcza i bogactwo państw arabskich zostało zbudowane wyłącznie na ropie. Gdyby Arabowie nie mieli tego szczęścia, że ich państwa są położone na terenach roponośnych, nie odgrywaliby żadnej roli w światowej polityce i gospodarce.

Jak to się ma do najnowszej wojny Wujka Sama? Spójrzmy na to z takiej perspektywy: a co jeśli celem nie jest zniszczenie Iranu, ale całego Bliskiego Wschodu, a przy okazji Izraela?

W przypadku państw arabskich nie musi dojść do zniszczenia całego terytorium, co zresztą nie jest możliwe. Wystarczy uniemożliwić korzystanie z obszarów roponośnych poprzez zniszczenie infrastruktury przemysłu wydobywczego i przetwórczego oraz transportu ropy. To ostatnie jest stosunkowo najłatwiejsze. O Cieśninie Ormuz słyszał już na pewno każdy, a rzut oka na mapę wyjaśnia, dlaczego tak łatwo zatrzymać transport ropy z Zatoki Perskiej. Ale jest jeszcze Zatoka Adeńska pomiędzy Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim. Blokada w tym miejscu jest równie prosta i skuteczna.

Ta alternatywa jest w zasadzie dostępna dla Arabii Saudyjskiej, która zbudowała rurociąg łączący obszar roponośny Zatoki Perskiej z wybrzeżem Morza Czerwonego. Dzięki temu Saudowie mogą transportować ropę naftową - niekoniecznie nawet własną, bo mogą oferować transport pozostałym państwom wydobywcom. Zatokę Adeńską kontrolują jednak obecnie jemeńscy Huti, a Saudowie na tyle szybko wyciągają wnioski, że już zaczęli wycofywać swoje wojska z Jemenu.

Gdyby udało się uszkodzić infrastrukturę przemysłu naftowego w regionie oraz zamknąć obie cieśniny, Bliski Wschód traci ropę. Większość tankowców nie przepłynie bowiem przez Kanał Sueski, nie mówiąc o tym, że ten szlak morski jest najłatwiej zablokować przy praktycznie zerowym wysiłku.



Aby zniszczyć Bliski Wschód cudzymi rękami, potrzebna jest… wojna z Iranem. Który okazał się nadzwyczaj dobrze przygotowany do kampanii wojennej, a dzięki chińskim satelitom ma oczy i uszy otwarte na całym Bliskim Wschodzie. Zamknięcie Cieśniny Ormuz musi wcześniej czy później doprowadzić do konfliktu interesów z państwami arabskimi, zaś zniszczenie baz amerykańskich w Zatoce Perskiej sprawi, że ciężar wojny spadnie na bezpośrednio zainteresowanych. Wojna o ropę może stać się wewnętrzną wojną świata islamu, a zmasowane użycie broni rakietowej doprowadzi do zatrzymania produkcji ropy naftowej. Jako że jest to fundament gospodarki Bliskiego Wschodu, całość zawali się jak domek z kart, a odbudowa pochłonie miliardy dolarów.

Nietrudno dostrzec, że obecnie w największym stopniu wojna odbija się negatywnie na Izraelu. Iran dosłownie wymęczył tzw. Żelazną Kopułę i masakruje Izrael regularnym ostrzałem rakietowym. Płoną rafinerie i porty, nie działa jedna z największych elektrowni, a Iran zapowiada uderzenie w główny reaktor atomowy Izraela. Zginął m.in. szef Mossadu oraz były minister bezpieczeństwa narodowego. To już nie jest przegrana, ale pogrom. Co więcej - jeśli wojenna pożoga obejmie cały Bliski Wschód, to, czego nie zniszczy Iran, dokończą państwa arabskie. Przy cichej aprobacie całego świata, bo żaden kraj nie wzbudza tak skrajnie negatywnych emocji jak Izrael.

Gdyby to się udało, Stany Zjednoczone zostałyby ze swoją ropą z Wenezueli, a główny konkurent, czyli Zatoka Perska, pogrążyłby się w chaosie niekończącej się wojny. Przy okazji USA pozbyłyby się koszmarnego "sojusznika" w postaci Izraela. Iran wygrywa wojnę, ale nawet nie zdąży nacieszyć się sukcesem, bo zostanie uwikłany w wojnę z państwami arabskimi.

To scenariusz bardzo ryzykowny, ale oparty na realnych założeniach. I mógłby być uznany za fantasmagorię, gdyby nie inwazja USA na Wenezuelę. Dopiero w takim układzie i w takiej kolejności ta akcja zbrojna nabiera sensu.

Jeśli tak się stanie, zniknie problem rozliczeń w dolarze, bo wszyscy będą musieli kupować ropę od USA. Wszyscy, łącznie z Chinami. Przegrana wojna z Iranem, strata miliardów dolarów oraz śmierć tysięcy ludzi to niewielki koszt za utrzymanie światowej hegemonii. "Paryż wart jest mszy".

Ropę będzie można kupić jeszcze od Rosji. Wróci świat dwubiegunowy, to i wróci pokój. Czy właśnie to ustalili ze sobą Putin i Trump w Anchorage w sierpniu 2025r.?

#wojna #ropa #dolar

Komentarze

  1. Anonimowy15/3/26 12:39

    Brzmi wiarygodnie, w zasadzie przy tym bałaganie to wszystko jest możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy16/3/26 09:18

    Scenariusz prawdopodobny, choć dla Polski niestety katastrofalny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy17/3/26 21:44

    Farmazony. Już pierwsze zdanie bzdurne. Potem nie lepiej

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

250 LAT... I WYSTARCZY

Każde imperium musi upaść. To nie jest karma ani mistycyzm, tylko mechanika świata. Wojna przeciwko Iranowi jest punktem zwrotnym, po przekroczeniu którego imperium amerykańskie rozpoczęło ostatnią fazę upadku. Przystępując do wojny, USA wydało na siebie wyrok. To akurat pół biedy, bo - jak mawiają Anglicy - wszystko dobre, co się kończy. Największą obawę budzi to, że agonia USA może przybrać postać zjawiska znanego w kryminologii jako tzw. samobójstwo rozszerzone. To samobójstwo poprzedzone zabiciem innych osób, nierzadko po to, aby w tej zaburzonej perspektywie ocalić innych przed "gorszym złem". Mam jednak nadzieję, że ostatnia wojna USA nie doprowadzi do atomowej zagłady ludzkości. Poniżej przedstawiam kluczowe kwestie, które składają się na to, że nieodwracalny upadek USA dzieje się na naszych oczach. 1. To nie nasza wojna I tym razem nie mam na myśli wojny USA/NATO przeciwko Rosji na terenie Ukrainy. Zwrot "nie nasza" odnosi się do Stanów Zjednoczonych, bowiem...

ZMIENIĆ SOJUSZE I WYJŚĆ NA SWOJE

W ciągu ostatniego miesiąca Donald Trump wygłosił tak niewyobrażalną liczbę bredni, że spokojnie mógłby obdzielić nimi całe stulecie. A oczekiwanie całowania go w tyłek przez saudyjskiego następcę tronu to poziom rynsztoku. Ameryka idzie na dno - niestety Polska wraz z nią. Wojna przeciwko Iranowi nie będzie powtórką Wietnamu czy Afganistanu. To nie będzie prosta militarna przegrana, ale mimo wszystko z zachowaniem pozycji dolara jako światowej waluty. Tym razem rozpoczął się nieodwracalny proces, z którego amerykańska waluta wyjdzie pokonana. A wraz z tą klęską rozpocznie się wewnętrzny rozpad USA i gigantyczne przebiegunowanie świata. W ciągu miesiąca do sojuszników USA dotarł jeden bolesny przekaz: amerykańskie bazy wojskowe nie gwarantują bezpieczeństwa nawet samym sobie. To musi być bardzo nieprzyjemna lekcja pokory dla arabskich monarchii, które do tej pory zgadzały się na rozliczenia ropy w dolarze oraz tolerowały istnienie Izraela, bo w zamian miały otrzymać od USA militarną oc...